czwartek, 22 lutego, 2024
Historia, która pokazuje jak nie powinno się robić, promować i wydawać gier.

Jak obiecywać złote góry, a następnie zapaść się pod ziemię

Dokładnie tak można podsumować całą sytuację związaną z The Day Before. Dla osób niezaznajomionych z tematem – The Day Before to gra, która została zapowiedziana w styczniu 2021 roku. Do premiery doszło 7 grudnia 2023. Zaledwie 4 dni później studio Fntastic ogłasza upadłość, a tym samym gra zostaje porzucona w stanie zupełnie niegrywalnym, pełna błędów, rozczarowań i niespełnionych obietnic.

Dla poglądu – tak grę prezentowano na zapowiedziach. Wyreżyserowana, pudrowana i zbyt piękna by była prawdziwa.

Grę ogłoszono z przytupem w styczniu 2021 roku.

Tytuł zapowiadał się ciekawie, bo o ile to była kolejna gra osadzona w realiach zombie apokalipsy, miała ona być czymś na wzór DayZ oraz The Division. Mieliśmy otrzymać duży otwarty świat, po którym nawet można byłoby się poruszać pojazdami, zbierać ekwipunek i przechowywać go w bezpiecznych strefach. Niestety nie było i nie będzie dane nam tego uświadczyć.


Historia studia, tryb pracy i ambicje

Fntastic powstało w roku 2015 z inicjatywy braci Gotovtsev. Siedziba firmy mieściła się w Jakucku (Rosja), jednak po wydarzeniach z lutego 2022 roku firma informowała, że jej siedziba mieści się w Singapurze. Studio posiada w swoim dorobku 4 gry. W 2018 wydana zostaje przygodówka Radiant One, w 2019 (dzięki zbiórce) powstaje survival The Wild Eight. Dzięki wspomnianemu survivalowi (otrzymał pozytywne recenzje i z czasem trafił na PS 4 i XOne), Fntastic mogło zacząć pracę nad większymi projektami.

W 2021 wydany zostaje Propnight, czyli krzyzówka Dead by Daylight oraz Prophunta, w której grupka czterech ocalałych musi uciec z mapy przed mordercą. W trakcie gry mogą się oni ukrywać się pod postacią dowolnie rozmieszczonych na mapie przedmiotów. Na potrzeby Propnight, Fntastic nawiązało współpracę z innym rosyjskim producentem gier – MyTona. Owe studio miało być wydawcą dla kolejnego tytułu – The Day Before.

I tutaj zaczęły się pierwsze podejrzenia, bo projekt był naprawdę ambitny, a za jego wydanie miało odpowiadać studio specjalizujące się tylko w grach mobilnych. Ponadto Fntastic nie robiło/nie miało doświadczenia w tworzeniu tytułów AAA, a z prezentacji i zapowiedzi tak ten tytuł był przedstawiany. Nawet sami twórcy odważnie zapowiadali „gra roku”, „gra, która zmieni/zdefiniuje otwarte światy” i inne tego typu obietnice. Chciałoby się powiedzieć, żeby mierzyć siły na zamiary. Odważne deklaracje sprawiły, że oczekiwania zaczęły rosnąć. Studio, które ma na swoim koncie dość niskobudżetowe produkcje powinno mieć trochę więcej pokory przy swoim pierwszym ambitniejszym projekcie.

Brak doświadczenia to tylko pierwsze ze zmartwień studia Fntastic. Okazało się bowiem, że część osób tam pracujących, a więc tych także odpowiedzialnych za The Day Before pracuje… za darmo lub półdarmo. Dokładnie tak, część osób pracowała w trybie „wolontariusz”, a druga część otrzymywała dodatki pokroju kluczy do gier czy możliwości tak zwanego „dopisania sobie do CV”. Łącząc najambitniejszy projekt w dziejach studia z takim trybem pracy oraz dużą liczbą juniorów (lub nawet laików, pasjonatów), projekt reklamowany jako wielki komercyjny tytuł AAA nie miał prawa odnieść sukcesu.

Na koniec zostaje kwestia marketingu i finansów, czyli chyba jednego z najgorzej wykonanych punktów projektu. Zacznijmy od tego, że pierwsze wideo z rozgrywki (to jest to, które zamieściłem wcześniej) różni się zupełnie od tego, co finalnie zostało dostarczone. Trochę tutaj wracają wspomnienia z downgrade’u graficznego Watch Dogs oraz The Division. Jednak różnica jest taka, że Ubisoft wyciągnął wnioski ze swoich błędów. Wracając do The Day Before, downgrade graficzny to najmniejsze zmartwienie, chociaż warto wspomnieć, że nawet zapowiadano obsługę ray tracingu. Obietnica wielkiego świata, fizyki jazdy w błocie rodem ze Spintires i całej masy innych niespotykanych na taką skalę możliwości. Z czasem okazało się, że wszystko to kopiuj-wklej pomysłów z innych gier – styl rozgrywki z The Division, skradanie się, strzelanie czy w ogóle logo samej gry to rzeczy wyjęte z The Last of Us. O ile nie ma nic złego w inspiracji, o tyle tutaj naprawdę zaczęły nawet powstawać memy z cyklu „daj odpisać, ale zmień trochę, żeby nie było takie samo”. Za dużo pojawiało się oskarżeń o plagiat, a twórcy dumnie bronili swojej racji, której nie mieli.

Prezentacje też zostały przygotowane bez sprawdzenia – w jednym z wideo prezentujących rozgrywkę, w pewnym momencie samochód mija obszar, za którym nic nie ma. Koniec mapy, próżnia. Dało się to zauważyć na samym filmie. Doskonale widać jasny obszar między drzewami po lewej stronie w 1:34.

1:34 po lewej stronie – wielka niewypełniona pusta przestrzeń.


Niesłowność deweloperów

Osobiście nie śledziłem gry i poszczególnych prezentacji, ale tutaj też się wydarzyły niesłychane rzeczy. Zapowiadanie pokazów na dany miesiąc bez wyznaczonego konkretnego dnia, to tylko wierzchołek absurdu. Kiedy wspomniany miesiąc minął, zapada cisza, którą twórcy przerywają wpisem na Twitterze o wydźwięku „jesteśmy, żyjemy, gra ma się dobrze”. A gdzie obiecany gameplay? Nie wiem, kogo tam zatrudnili (a może też wolontariat) od marketingu, ale tak się nie robi.

Przekładanie premier w branży gier to już niestety norma, ale często wychodzi to każdemu na dobre. Znaczy się… prawie każdemu. W każdym razie temat przesuwania premier pozostawię, bo często jest to dyktowane siłą wyższą, aby dostarczyć lepszy produkt.


Problemy z prawami autorskimi

Dobra, standardowe pomówienia o plagiat mechanik z innych gier już znamy. Rzecz w tym, że tutaj miała miejsce komiczna wręcz sytuacja. Twórcy chcąc zarejestrować nazwę gry na Steam nie mogli tego zrobić, bo ktoś ich uprzedził. Takich rzeczy też chyba się nie robi w trakcie produkcji właściwej. Ostatecznie udało się zażegnać ten problem i The Day Before pozostało pod swoją oryginalną nazwą. Ta wtopa sprawiła, że premiera została przełożona z marca 2023 na listopad tego samego roku (a finalnie i tak grudzień).


Premiera i spakowanie walizek

Nadszedł dzień premiery – 7 grudnia 2023 to dzień, który zweryfikował stan produktu. Przed premierą twórcy dumnie zarzekali się, że będzie pięknie. Dziękowanie wspierającym ten wysiłek i zachęcanie krytyków do wstrzymania się z komentarzami i docenienia ciężkiej pracy deweloperów. Lepiej, żeby jednak ten 7 grudnia nie nadszedł. Na tytule nie zostawiono suchej nitki. „Przytłaczająco negatywne” to ogólna recenzja wszystkich opinii graczy, którzy zakupili produkt kosztujący 184 złote. Nie będę powtarzał, że „gra” była w stanie nawet wczesnej przed-alfy – brak zawartości i liczne błędy.

No dobrze, to teraz przecież tytuł będzie rozwijany przez kolejne lata. No nie. Po 4 dniach od premiery studio ogłasza upadłość i tłumaczy się, że nie podołało tak ambitnemu projektowi. Patrząc po portfolio firmy, polityce pracy i braku pokory, było to do przewidzenia. Z oświadczenia można się dowiedzieć, że zarobione pieniądze zostaną przeznaczone na spłatę inwestorów. Czyżby całe pieniądze zostały przeznaczone na marketing, a nie na rozwój gry?

Ale jakie pieniądze? Gracze masowo zwracają tytuł, a co więcej może to zrobić każdy, niezależnie od czasu gry (polityka Steam pozwala na zwroty gier, jeżeli nie przegrało się więcej, niż 2h). Ponadto Steam może wypłacić pieniądze twórcy dopiero po upływie 3 miesięcy. Przez ten cały czas gra musi się utrzymać ze środków studia. W takim stanie rzeczy nie liczyłbym na żaden zarobek. W obecnej chwili nie ma już nawet możliwości kupna gry.


Wykorzystanie zaufania fanów

Chciałbym, żeby takie historie nie miały miejsca, ale niestety nawet w tej branży znajdą się tacy, którzy jawnie będą próbowali okraść swoich klientów/fanów. Jest to na tyle głośny przypadek, że być może następcy studia Fntastic zastanowią się kilkukrotnie czy potraktowanie swojej społeczności w ten sposób jest warte zniszczenia opinii i wizerunku. W tym momencie sprawa jest tak zawiła, że może to wkroczyć na drogę sądową. Zasłanianie się wczesnym dostępem w momencie, kiedy produkt nie jest zdatny do użytku nie ma tu żadnego wytłumaczenia. Gry to usługa, która jak każdy inny produkt ma być skończona.

Gracze na szczęście są chronieni prawem konsumenta i mają prawo zwrotu, z którego czynnie korzystają patrząc na opinie o tytule. Szkoda jedynie tego nadszarpniętego zaufania. Tutaj jednak zostawiam morał. Sprawdzajmy czy daną grę robi studio znane/doświadczone, zerknijmy na jego historię, portfolio i opinie. Przy takich możliwościach, jakie daje dzisiejszy internet jest to na wyciągnięcie palca. Ponadto wpadnijcie do swojego ulubionego twórcy, czy to na Twitchu, czy YouTube. Często oni jako pierwsi mają dostęp (i często darmowy od samego wydawcy) do tytułu, który możecie przedpremierowo sprawdzić i zweryfikować. Warto chociażby ze względu na poszanowanie własnego pieniądza. Czasy preorderów odchodzą już w niepamięć i przy możliwościach zaznajomienia się z produktem jeszcze przed premierą naprawdę nie ma co ryzykować takimi niewiadomymi. The Day Before to tytuł, z którego każdy powinien wyciągnąć lekcję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *